OBIECAJ MI…. (cz. 3)

8

Witam Cię!

To już ostatnia część mojego opowiadania. Jesteś ciekawa zakończenia? Mam nadzieję, że tak i że Cię ono nieco zaskoczy 🙂 Zapraszam Cię do ostatniego fragmentu mojego opowiadania.

***

Piotr zwrócił na nią uwagę po raz pierwszy podczas jednej z wypraw z córką nad morze. Zanim dotarli do jachtu, Annabelle zdążyła kilka razy się przewrócić, czym zwróciła na siebie uwagę młodej turystki. Piotr przypuszczał, że ta ciemnowłosa kobieta o czekoladowych oczach nie była mieszkanką Saint Ayres – dawną, ani nowoprzybyłą – zdążył bowiem zorientować się już w zachowaniu jednych i drugich. Turyści zwykle wykazywali się większym relaksem.

Brunetka uśmiechnęła się do Anny, Piotra jednak jedynie omiotła wzrokiem. Siedziała przy stoliku pod parasolem jednej z plażowych kawiarenek i spoglądała na wzburzone tego dnia morze. Minęli ją, a ona już więcej nie zwróciła na nich uwagi.

Kilka dni później siedziała dokładnie w tym samym miejscu. Kiedy zauważyła Annę, od razu uśmiechnęła się do niej. Anna rozpromieniona złapała ojca za dłoń i szepnęła:

– Tatusiu…

– Tak, kochanie?

– Ta pani przypomina mi mamę. – uśmiechnęła się szeroko, a jej oczy rozbłysły takim samym blaskiem, jaki widywał w oczach jej matki.

– Ale ta pani ma ciemne oczy i włosy, i w ogóle inaczej wygląda… – zaczął, ale Anna mu przerwała.

– Tak, ale ona patrzy na mnie tak, jak mama…

Piotrowi brakło słów. Przystanął, spojrzał na swoją córkę, a później na turystkę. Wpatrywała się w niego swoimi czekoladowymi oczami, w których nagle utonął. To był początek nowej, fascynującej znajomości…

***

Któregoś dnia, kiedy jesień powoli osiadała na zielonych jeszcze gałązkach otaczających nas drzew, a znad morza powiało większym chłodem, obudziłam się z przeświadczeniem, że powinnam wybrać się na grób męża i córki. Szczerze przyznawszy, nie pamiętałam nawet, gdzie zostali pochowani. Musiałam być w ogromnym szoku, skoro nie mogłam sobie przypomnieć pogrzebu, załatwiania formalności czy w ogóle dni, które upłynęły mi od wyjścia ze szpitala do ceremonii. Byłam jednak przekonana, że wypełniłam wolę Piotra, będącą jednocześnie moją własną wolą – grób miał się znaleźć w naszym, dosyć sporych rozmiarów, ogrodzie, zatem niekoniecznie blisko domu, ale gdzieś w głębi, z dala od ludzkich oczu.

Pytanie tylko, gdzie dokładnie zostali złożeni.

Wybiegłam z domu i od razu udałam się na tyły posesji. Mieliśmy jedną małą winnicę, ale od miesięcy nikt się nią nie zajmował, więc całkiem już podupadła. Każdego lata i jesieni wokół roztaczał się cudowny zapach winorośli, z zachłannością zatem siadywaliśmy na tarasie wdychając w siebie te aromaty. Teraz krzaki rozrosły się niemiłosiernie tworząc burzę splątanych gałązek, a na żadnym z nich nie było ani jednego grona.

Za dawną winnicą rozciągał się zagajnik pełen drzew i porośnięty trawą. Kiedyś uwielbiałam tamtędy chodzić, kluczyć w labiryncie gąszczy i z radością odnajdywać samą siebie. Weszłam w nieuporządkowane chaszcze starając się poczuć tę samą radość, ale ona zapewne zdążyła się już w nich zgubić…

– Pamiętaj, żeby mój grób był na tyle schowany, aby nikt przechadzając się tędy nie mógł trafić na niego przypadkiem. – mówił czasem Piotr, gdy rozmawialiśmy o śmierci, miał bowiem taką manierę, że lubił kilkakrotnie powtórzyć to samo, jakby nie ufał w pamięć rozmówcy.

Nie był to dla nas temat tabu, żadne z nas nie bało się śmierci. Rozmowy o niej traktowaliśmy, jak każdą inną, podczas której uzgadnialiśmy kilka organizacyjnych spraw. Dla mnie samej ważne było, aby grób obrosła winorośl, miałam bowiem nadzieję, że dzięki temu tam, po drugiej stronie świata, dotrze do mnie zapach gron i powrócą wspomnienia z poprzedniego życia.

Nagle między krzakami zamigotał w słońcu biały kamień. Przyspieszyłam kroku będąc przekonaną, że dotarłam do celu. Faktycznie, odnalazłam nagrobek. Jeden. Kiedy spojrzałam na wyryty na nim napis, zrozumiałam, dlaczego nie było obok drugiego.

Szukałam grobu własnego męża i dziecka, a ponownie odnalazłam siebie… Najwyraźniej obietnica została spełniona, a ja mogłam odejść w spokoju…

Przeczytałam napis na nagrobku, jeszcze świeżym, choć obrosłym przez winorośl:

Izabela Dusza

Ukochana Żona i Matka

* 12.05.1986

†13.05.2013

 

***

– Tatusiu…

– Tak, kochanie?

– Moja pierwsza mama już mnie nie odwiedza… – szepnęła pięcioletnia Annabelle trzymając w dłoniach łańcuszek, który kiedyś należał do jej matki, a który ojciec wręczył jej w dniu jej czwartych urodzin.

Piotr spojrzał najpierw na córkę, a potem przeniósł przeciągłe spojrzenie na Aurorę.

– Spełniłem daną jej obietnicę, mogła więc w końcu zaznać spokoju. – szepnął, ponownie spoglądając na córkę, i uścisnął ciepłą dłoń Aurory – Jestem jednak pewien, że czasem wyczujesz jej obecność, bo ona, z czystej miłości, nigdy cię nie opuści.

Aurora położyła dłoń na swoim wypukłym brzuchu.

– Chciałabym, aby nasza córka miała na imię Isabelle…

KONIEC

Reklamy

4 thoughts on “OBIECAJ MI…. (cz. 3)

  1. Elżbieta Skwara pisze:

    Joasiu ❤ przeczytałam i trzecią część opowiadania, może troszkę przewidziałam zakończenie, ale ono i tak zaskoczyło mnie.
    Piękne opowiadanie, tajemnicze, wciągające i dające do myślenia.
    I tak sobie pomyślałam, że zmarłe duszyczki opiekują się swoimi bliskimi, dopóki nie spełnią obietnicy, dopóki nie zadomowią się w nowym świecie, dopóki nie uwierzą, że ich życie dobiegło końca, że już nie ma powrotu do tego co było.
    Wtedy, kiedy wszystko się ułoży u bliskich, tu na ziemi, dusza odchodzi spokojna do innego, już teraz nowego, swojego świata.
    A może wszystkie dusze opiekują się nami i są przy nas zawsze?
    Opowiadanie smutne i pozytywne zarazem, pięknie napisane, pełne refleksji nad życiem
    i śmiercią. Bardzo mnie poruszyło.
    Proszę pisać Joasiu więcej i więcej a ja czekam na książki.
    Dziękuję ❤

    Polubione przez 1 osoba

    • JoannaPS pisze:

      Pani Elu 💗 Bardzo się cieszę, że moje opowiadanie podobało się Pani.. Czasem nachodzą mnie różne myśli na przeróżne tematy i wówczas piszę sobie 🙂 Dużo mi się wówczas wyjaśnia – często ja sama jestem nieco zaskoczona wynikiem takich dywagacji pisanych przez moją podświadomość.

      Z życiem i śmiercią nikt nie wie, jak jest, każdy ma jednak jakieś wyobrażenie. Może faktycznie bliskie nam duszyczki nad nami czuwają? Dobrze jest w to wierzyć, że ktoś – ktokolwiek by to był – opiekuje się nami mimo wszystko 🙂

      Będę pisać na pewno, Pani Elu! Pozostałe opowiadania do mojego tomika będą zapewne w podobnym klimacie i prawdopodobnie zakończenie będzie zaskakiwalo i mnie 😉

      Pozdrawiam serdecznie i przesyłam moc dobrej energii 💗

      Ps. Ja też czekam na książkę 🙂 Póki co mogę ją promować, ale wydruku nie przyspieszę 🙂

      Lubię to

  2. Elżbieta Skwara pisze:

    Pani Joasiu ❤ rozumiem, że to wszystko trwa, ale jaka będzie radość trzymać swoją książkę w ręku, to będzie cudowne przeżycie i jaka dla mnie wielka radość ją czytać, znając osobiście autorkę 🙂 Pozdrawiam serdecznie ❤

    Lubię to

Podziel się opinią - każde słowo ma swoją wartość :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s