OBIECAJ MI…. (cz. 2)

8

Witam Cię ponownie 🙂

Dziś chcę Ci pokazać ciąg dalszy mojego opowiadania. Mam nadzieję, że poprzednia część zainteresowała Cię na tyle, że masz ochotę na kolejne rozdziały. 🙂 Za tydzień pojawi się już ostatnia część mojego opowiadania. 

***

Pani Amalie często odwiedzała mnie w domu. Poznałam ją już po wypadku, kiedy odwiedziła mnie po raz pierwszy utrzymując, że ona doskonale mnie znała. Nie chciała, bym czuła się samotna i choć lubiłam jej towarzystwo, bywały dni, kiedy kompletnie nie miałam ochoty na jakiekolwiek spotkania z innymi. Tak było tego właśnie dnia – minęła druga rocznica śmierci Annabelle i Piotra. Zmarli tego samego dnia, dzień po wypadku. Chciałam w samotności uczcić ten czas ciszą wpatrując się jedynie w białe żagle jachtów radośnie trzepoczące na wietrze, widoczne z pokoju Annabelle i popijając wino z sąsiedniej winnicy, z której wiatr przynosił nam codziennie aromatyczny zapach. Chciałam spędzić ten dzień po swojemu.

– Nie pozwolę ci się smucić, moja droga. – zawołała na wstępie sąsiadka i rozsiadła się na ażurowym krześle na tarasie, jedynym zacienionym miejscu w naszej posiadłości.

Uwielbiałam ten dom. Kiedy Piotr dostał w Saint-Ayres stanowisko przedstawiciela swojej firmy i przyjechaliśmy tu po raz pierwszy zamieszkując w wynajętym przez firmę Piotra domku, od razu zakochałam się w tym małym, przytulnym miasteczku.

– Kupmy własny dom! – zawołałam wpatrując się z balkonu w czerwone dachy rozrzuconych wokół na wzniesieniach domków, niczym małe pudełka na zielonym dywanie – Chcę zapuścić tutaj korzenie… Kochanie, czuję, że to moje miejsce na ziemi… – zarzuciłam mu na szyję ręce i spojrzałam błagalnym wzrokiem.

Piotr tylko się roześmiał, ale następnego dnia zabrał mnie pod stary, zbudowany z tutejszych kamieni dom z czerwonym dachem, otoczony budyniowym murem, zza którego widać było rosnące w ogrodzie palmy daktylowe. Zapiszczałam z radości, kiedy poinformował mnie, że ten dom jest na sprzedaż i, jeśli tylko zechcę, możemy go kupić. Czy chciałam…?! To było spełnienie moich marzeń!

Kompletnie nie zrażałam się tym, że trzeba było naprawdę dużo poprawić w samym sercu domostwa, aby dostosować go do współczesnych realiów, jak wymiana rur czy zainstalowanie łazienki, o nowoczesnym, acz z dziewiętnastowieczną nutą wykończeniu domu nie wspominając. Byłam nim tak zauroczona, że pierwsze miesiące naszego małżeństwa spędzałam głównie na placu remontowym naszego własnego gniazdka. Dopieściłam tu każdy szczegół, aby mieszkało się nam wygodnie, ale jednocześnie, przy pomocy znawcy, zachowałam kilka elementów z czasów świetności domu. Kochałam go równie mocno jak własnego męża, a potem córkę. I właśnie tutaj zawsze chciałam bym pochowana…

***

Annabelle od wielu dni nudziło się w domu – ileż można biegać po zarośniętej winnicy czy między krzakami? Piotr postanowił zatem zabrać ją do portu. Uwielbiała podróże z ojcem, doskonale o tym wiedział, dlatego każdą wolną chwilę poświęcał  córeczce jak najintensywniej.

Zwykle nie przepadał za letnimi wypadami do okolicznych miejscowości, sezon bowiem buchał turystami w pełni, Annabelle jednak marzyła, aby przepłynąć się jachtem, a on nie potrafił jej tego odmówić. Patrzyła na niego w takich chwilach dokładnie tak samo, jak Izabela, co kruszyło jego serce wciąż przepełnione miłością do żony, a teraz przelewające się litrami na córkę.

Często zastanawiał się nad prośbą Izy, kiedy znaleźli się na noszach, chwilę zanim zostali rozdzieleni i już nigdy więcej się nie zobaczyli. Czy można tak mocno kogoś kochać, by nie móc wpuścić do swojego serca nikogo innego? Czy można zachować piękne wspomnienia jednocześnie starając się ułożyć sobie życie na nowo? Czy zawsze jest wybór tylko pomiędzy jednym lub drugim i nie można mieć wszystkiego…?

Czy Izabela spełniłaby obietnicę, której mu nie dała?

Czy on powinien spełnić obietnicę, którą dał…?

Spojrzał na córkę zafascynowaną morzem, na znajomy błysk w jej oku, który zawsze będzie przywodził na myśl tę, którą stracił. Annabelle sprawiała wrażenie, jakby nie potrzebowała nowej mamy – miała tę swoją, wyśnioną, z którą widywała się od czasu do czasu. Jednak pewnego dnia zda sobie sprawę, że nie ma możliwości, aby widywały się do końca świata i wówczas może zapragnąć przytulenia się do kogoś bardziej materialnego.

Minęło tak wiele miesięcy od wypadku, a on każdego dnia żył życiem Annabelle swoje własne traktując nieco po macoszemu. Nie chodził do pracy. Przez pierwsze miesiące chciał po prostu odpocząć psychicznie, potem przestał już czuć jakikolwiek związek z tamtym wcześniejszym życiem. Nikt mu nie miał tego za złe.

Gdzieś w środku wciąż czuł dziwny niepokój. Z jednej strony bawił się z Annabellą, skupiał całkowicie na niej, z drugiej natomiast odnosił wrażenie, że o czymś zapomniał. Czasem tylko przypominała mu się złożona obietnica i wówczas stwierdzał, że tylko wypełnienie jej da mu wewnętrzny spokój po wieczność.

– Anna, która z pań najbardziej przypomina ci mamę? – zadał to pytanie i od razu pomyślał, że jest głupie, bo jego córeczka przecież nie pamiętała swojej matki.

Siedzieli właśnie na jachcie, który Piotr kupił tuż przed narodzinami córeczki i nazwał go jej imieniem. Annabelle ułożyła w kosteczkę swój mięciutki plażowy szal, ojciec natomiast majstrował przy żaglach. Nikt nie zwracał na nich uwagi, ale było mu to jedynie na rękę, nie miał bowiem ochoty na jakiekolwiek pogaduszki.

– Nie ma tu takiej pani która przypomina moją mamę. – stwierdziła dziewczynka w odpowiedzi na pytanie ojca – Moja mama jest taka piękna… – szepnęła rozmarzonym tonem, a Piotr zerknął na córkę marszcząc brwi – Ma piękne falowane włosy. Wyglądają, jak zachodzące słońce. – uśmiechnęła się do swojego taty – I ma takie oczy, jak ja! I wspaniały głos!

Piotr wpatrywał się w córkę ze zdumieniem, bo, choć wizerunek Izabeli mogła poznać chociażby ze zdjęć nadal stojących na komodzie w salonie, to głosu za nic nie mogła pamiętać. To było niemożliwe…

Stwierdził w duchu, że wyobraźnia dzieci jest nie do ogarnięcia, ale kiedy zaczęła nucić kołysankę, którą Iza śpiewała jej, gdy Anna była niemowlęciem, osłupiał.

– Skąd znasz tą piosenkę? – zapytał nieco ostrzejszym tonem, niż zamierzał, ale Annabelle w ogóle się tym nie zraziła.

– Mama mi ją śpiewa, kiedy do mnie przychodzi. – uśmiechnęła się szeroko.

Nie miał więcej pytań. Odpowiedź całkowicie zbiła go z tropu, wolał nie pytać o więcej, bo obawiał się, że to, czego mógłby się dowiedzieć, byłoby ponad jego siły. Jeśli faktycznie one dwie się widują… Jeśli Annabelle może spotykać się ze swoją mamą, a on… Nie… Nie będzie o tym myślał…

***

Spacer wzdłuż linii brzegowej lazurowego morza Śródziemnego zawsze należał do jednej z moich ulubionych aktywności. Zwykle wsadzałam Annabellę w specjalnie zawiniętą wokół mnie chustę do noszenia maluchów i obserwowałyśmy jachty pływające leniwie po wodzie. Rześki wiaterek wzmacniany ruchem fal ochładzał nasze zgrzane ciała, a my podążałyśmy dalej.

Nie o to chodziło, by uciec od Saint Ayres, bo myślę, że i Annabelle uwielbiała to miejsce równie mocno, jak ja. Jednak potęga morza tak bardzo mnie fascynowała, że każdego dnia znajdowałam chociaż chwilę, aby zetknąć się z nim. Nie zaprzestałam tego rytuału nawet po powrocie ze szpitala.

Przechodziłam przez mało ruchliwą poza sezonem ulicę i kierowałam się w dół w stronę morza. Miałam je na wyciagnięcie ręki, a mimo to dotarcie do niego zabierało mi sporo czasu. Jednak, kiedy już moje stopy dotykały wspaniałości plaż, zatracałam się cała w marszu.

Niegdyś z Anną przytuloną do mnie, teraz już z Anną pozostającą w moich myślach. Cieszyłam się na każdą chwilę, którą mogłam z nią spędzić, kiedy ujawniała mi się. Cieszyłam się, bo widziałam, że była szczęśliwa, tam, po drugiej stronie jestestwa…

Żałowałam tylko, że już nigdy więcej nie wyjdę z nią na żaden spacer wzdłuż morza. Szłam przed siebie nie zważając na innych. I oni w większości nawet na mnie nie patrzyli. Często jedynie małe dziewczynki uśmiechały się do mnie, jakby wyczuwały, że spoglądając na nie myślałam o swojej malutkiej córeczce.

Moje dni były do siebie tak bardzo podobne, że nie potrafiłabym ich odróżnić. Jedynie ten dzień – ten najbardziej istotny dzień w moim życiu, kiedy rozdzielono mnie z ukochanymi osobami – był wyznacznikiem, że czas biegnie nadal, że nic innego się nie zatrzymało. Nie byłam zdolna do podejmowania jakichkolwiek decyzji odnośnie swojej przyszłości, ale też nikt tego ode mnie nie wymagał. Mogłam sobie tak żyć z dnia na dzień, aż w końcu… Sama umrę?

(cdn)

Reklamy

4 thoughts on “OBIECAJ MI…. (cz. 2)

  1. Katarzyna Grzebyk pisze:

    Witaj, bardzo się cieszę, że trafiłam do Ciebie z grupy Uli, bo sama też piszę opowiadania. Przeczytałam już dwie części Twojego i przyznam…. jestem zaintrygowana. Poszarpana kompozycja powoduje mętlik w głowie i zadaję sobie pytanie, co się wydarzyło i kiedy, a co nie…Jest ciekawe, podoba mi się. Jak Ci poszło w konkursie????
    Zapraszam do siebie, do zakładki „piszę” i czekam na Twoją opinię, będę wdzięczna:-)

    Polubienie

    • JoannaPS pisze:

      Katarzyno! Bardzo słuszne pytanie – co się wydarzyło, a co nie!! 🙂 Widać, że pisanie i tworzenie historii nie jest Ci obce!

      Zaraz zaglądam na Twoją stronę. Na pewno zostawię ślad po sobie!

      Do poczytania 😉

      Polubienie

  2. Elżbieta Skwara pisze:

    Pani Joasiu, przeczytałam obie części Pani opowiadania i tak myślę, że opisuje Pani dwa światy dziejące się równocześnie. Świat matki i żony po stracie ukochanej córeczki i męża, świat prawdziwy i świat po drugiej stronie życia, nierealny, świat tych, którzy odeszli.
    A może … to tylko myśli, wyobrażenia tej, która przeżyła ten wypadek.
    A może tak jest, kto wie, czy te dwa światy nie przenikają się wzajemnie.
    A może … to tylko straszny sen.
    Bardzo tajemnicze, pięknie napisane i wciągające opowiadanie.
    Pani Joasiu, czekam co będzie dalej…
    Ela

    Polubienie

Podziel się opinią - każde słowo ma swoją wartość :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s