OBIECAJ MI…. (cz. 1)

8

Witaj.

Chciałabym dziś przedstawić Ci pierwszy fragment opowiadania, które napisałam kiedyś na konkurs ogólnopolski. Chciałam od niego zacząć tworzenie tomiku opowiadań zatytułowanego „Cztery Panie Roku” i zapewne tak właśnie się stanie, zanim jednak do tego dojdzie, masz okazję przeczytać pierwszą z trzech części mojego opowiadania. Reszta pojawi się niebawem. Oddaję w Twoje ręce cztery opowiadanie, które jest mi bliskie ze względu na miejsca,  o których przeczytasz. Mam nadzieję, że historia mojej bohaterki oderwie Cię od zewnętrznego świata i pozwoli na chwilę wyciszyć własne emocje, odetchnąć, a może także da Ci do myślenia? Nie jest to typowe opowiadanie, które możesz spotkać w każdej niemal książce, dlatego jestem bardzo podekscytowana, że będziesz mogła przenieść się w ten stworzony przeze mnie świat. 🙂 Życzę Ci zatem przyjemnego czytania z dreszczykiem. 🙂

***

Miałam nie wchodzić do pokoju Anny już nigdy więcej… Takie powzięłam postanowienie tamtego okrutnego dnia, kiedy dowiedziałam się, że ją straciłam… Nie udało się – po raz kolejny się nie udało, bo, jak zawsze, mijając jej pokój, traciłam nagle dech, a intensywne zawroty głowy pozbawiały mnie siły. Padałam na kolana lub podpierałam się o ścianę, aby nie upaść, jeśli zdążyłam w odpowiednim momencie. Zawsze, kiedy już wypłakałam kolejne łzy, delikatnie uchylałam drzwi. Czasem, przy odrobinie szczęścia, widziałam ją, jak bawi się swoimi ulubionymi zabawkami. Chwilami zatrzymywała nawet na mnie wzrok – niepewny, ale nadal pełen miłości. Najczęściej jednak pokój, zalany wczesnopołudniowym słońcem, zionął przeraźliwą pustką…

Pamiętam, jak dowiedzieliśmy się, że urodzi nam się córeczka. Mieszkaliśmy już na południu Francji od dwóch lat i nie zamierzaliśmy się wyprowadzać, zdecydowaliśmy zatem, że nasza dziewczynka będzie miała na imię Annabelle.

– Wspaniałe imię… – Piotr uśmiechnął się do mojego brzucha, połaskotał mnie w skórę delikatnie, a mimo to Annabelle wyczuła to motyle muśnięcie i odpowiedziała swoistym tańcem – mieszaniną machnięć rączek i nóżek – A ty będziesz wspaniałą dziewczynką. – szepnął tuż nad moim brzuchem.

Zanim jeszcze się urodziła, miała przygotowany dla siebie pokój. Piotr uparł się, by nie był różowy. Tandetny kolor, jak mawiał, a ja w głębi ducha podzielałam jego opinię, choć z jakiegoś powodu sypialnię małej królewny widziałam właśnie w odcieniach różu. Znaleźliśmy złoty środek – mieszankę róż i nieba. Fiołkowy odcień był bardzo dziewczęcy, a jednocześnie nie cukierkowy. Fiołki więc zadomowiły się w pokoju Annabelle.

Patrzyłam teraz na zasłony, które uszyłam będąc w ósmym miesiącu ciąży z trzech różnokolorowych materiałów, dzięki czemu fiołki mieszały się z bielą i zielenią nadając wnętrzu nieskazitelnej czystości i kobiecości. Annabelle wiecznie chowała się za nie, kiedy już zaczęła raczkować i przemieszczać się wszędzie. Dziś pewnie robiłaby to samo, tyle że wbiegałaby za nie sama.

Dziś miałaby ponad trzy latka..

Nie dane jej było jednak doczekać nawet drugich urodzin…

***

– Tatusiu.. Mama dzisiaj rano mnie przytuliła…

Dłoń Piotra, która czesała miękkie włosy trzylatki, znieruchomiała na ułamek sekundy i tylko wprawne oko mogłoby zauważyć tę nierówność w rytmicznym przesuwaniu szczotki po ognistej główce dziewczynki. Takie zachowanie nie powinno mieć już miejsca – tyle razy słyszał podobne słowa od swojej córeczki. Jednak wciąż jeszcze wywoływały w nim nieujarzmione pokłady dreszczy przebiegających mu po plecach, a nagłe zimno zalewało jego nadal cierpiące serce.

Annabelle naturalnie nie zauważyła tego delikatnego wahania ojca – nadal uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze jej małej, fiołkowo – białej łazienki, w której rodzice stworzyli urocze królestwo dla swojej księżniczki, i układała usta w dziubek, jakby chciała posłać całusa.

– Płakała i głaskała mnie po twarzy, kiedy się obudziłam. – ciągnęła Anna – Dlaczego mama z nami nie mieszka? – zapytała nagle dziewczynka i spojrzała na ojca oczami swojej matki.

Nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Przez ostatnie miesiące zastanawiał się, co będzie czuł, kiedy ta nieunikniona kwestia zostanie poruszona, i rozważał naprawdę wiele scenariuszy, jednak na to, co nastąpiło, nie był przygotowany. Przez chwilę zaparło mu dech w piersi i wciągnął ze świstem powietrze gorączkowo zastanawiając się, co powiedzieć małej, żeby za bardzo jej nie przerazić, ale chwilę później Annabelle zeskoczyła z krzesełka i pobiegła do swojego pokoju.

Z ulgi, jaką poczuł Piotr, aż zakręciło mu się w głowie. Nie śpiesząc się zbytnio poszedł śladem córki. Siedziała do niego tyłem na swoim białym we fiołkowe kwiaty, miękkim dywaniku i bawiła się zabawkami. Postanowił jej nie zaczepiać, aby przypadkiem nie zażądała odpowiedzi na postawione chwilę wcześniej pytanie.

Kiedy jednak wychodził z pokoju, usłyszał:

– Sama ją zapytam, jak zobaczymy się następnym razem. – Annabelle posłała mu szeroki uśmiech.

***

– Obiecaj mi coś… – szepnęłam czując jednocześnie, jak serce pękło mi na pół – Obiecaj mi, że znajdziesz dla Annabelle mamę, jeśli…

– Przestań… – gwałtownie odwrócił głowę w moją stronę, choć widziałam, że kosztowało go to sporo wysiłku, który dodatkowo opłacił potężnym bólem; wydawało się, że krzyczy, ale on tylko wydawał z siebie ledwo słyszalne dźwięki.

Wokół nas krzątali się sanitariusze, a straż pożarna zajmowała się naszym pogruchotanym autem. W ciemności zmierzchu migały niebieskie i czerwone światełka rzucając co jakiś czas blado- ogniste cienie na nasze twarze.

– Obiecaj mi to… – przełknęłam z trudem ślinę; do oczu napłynęły mi łzy, bo nagle uświadomiłam sobie, co traciłam i czego więcej miałam nie doświadczać – Proszę…

– Iza, nie chcę tego słuchać. – mówił tak cicho, że musiałam wytężyć wzrok, by czytać z jego ust – pięknie wyrzeźbionych, pełnych i kuszących, jak każdego dnia – Zresztą… Czuję, jakbym to ja miał nie przeżyć… – zamknął oczy, a ja przez ułamek sekundy byłam przekonana, że właśnie umarł.

– Nie możesz… Annabella nie może zostać sama na tym świecie…! – chciałam nim potrząsnąć, ale życie uchodziło ze mnie z każdą sekundą i miałam coraz mniej siły, by mówić – Obiecaj mi to!

– Obiecuję. – dał za wygraną – Ale ty obiecaj mi to samo.

Światła jednej z karetek, w której zabrano do szpitala naszą trzynastomiesięczną córeczkę, mignęły tuż obok, a my zostaliśmy rozdzieleni. Nie obiecałam mu tego, o co prosił, wiedziałam jednak, że… nie potrafiłabym wypełnić tej obietnicy… Piotra zabrała druga karetka, która podążyła na sygnale za pierwszą. Ja zostałam przeniesiona na noszach do trzeciej i zaraz pomknęłam na sygnale za nimi.

Kilka dni później wróciłam do domu sama…

 

(cdn)

Reklamy

6 thoughts on “OBIECAJ MI…. (cz. 1)

  1. Elżbieta Skwara pisze:

    Pani Joasiu, ten zamieszczony fragment opowiadania wywarł na mnie duże wrażenie.
    Z wielkim zainteresowaniem go przeczytałam, pięknie, tajemniczo i ciekawie napisane.
    To nazywa się talent. Tak, Pani Joasiu ma Pani talent. Czekam na następne fragmenty albo tomik opowiadań, o którym Pani pisze.
    Powodzenia,
    Ela S.

    Polubione przez 1 osoba

    • JoannaPS pisze:

      Pani Elu, bardzo dziękuję! ❤ Ogromnie jestem ciekawa, jakie wrażenia będzie Pani miała po kolejnych fragmentach 🙂 Mam nadzieję, że także się Pani spodobają 🙂
      Tomik może w przyszłym roku? 😉

      Pozdrowienia! ❤

      Polubienie

  2. Elżbieta Skwara pisze:

    Pani Joasiu ❤ po tym jednym fragmencie już wiem, że kolejne będą równie dobre jak ten pierwszy fragment, będę śledziła wpisy, no i wspaniały pomysł na tytuł "Cztery Panie Roku" 🙂
    Serdecznie pozdrawiam ❤

    Polubione przez 1 osoba

Podziel się opinią - każde słowo ma swoją wartość :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s