Co zrobić, aby nie skazywać dziecka na długie noszenie mocnych okularów?

okulary dziecięce, wada wzroku,

Kiedy Oskar był jeszcze maluszkiem, wiele osób interesowało się faktem, że nosił okulary. Na każdym kroku, w sklepie, w przychodni, na urlopach czy spacerach byliśmy wypytywani, co się stało, że taki malec musi nosić okulary. Pytano nas także, do jakiego lekarza trafiliśmy, że nie uznał on, iż tak małemu dziecku wzroku zmierzyć się nie da i nie odesłał nas. Zawsze odpowiadaliśmy na te pytania, bo historia nawet nie jest długa, a mogło to sprawić, że inne dziecko zyskało szansę uchronienia się przed stałym noszeniem okularów o dużej mocy. Bo, jak się dowiedzieliśmy od okulistki, która prowadzi Oskara, założenie korekcyjnych okularów przed ukończeniem trzeciego roku życia może sprawić, że wada zacznie stopniowo się wycofywać. W niektórych przypadkach nawet zanika.

Razem z Mężem mamy wady wzroku. Ja mam wadę minusową, mój Mąż ma astygmatyzm, który jest dziedziczny. To właśnie on skłonił nas do zapukania do drzwi okulisty. Po Oskarze nie było i nadal nie widać, żeby miał jakiekolwiek problemy ze wzrokiem, nie nimi zatem się sugerowaliśmy.
Umówiłam Oskiego do okulistki, którą znałam jeszcze z czasów mojej pracy w szpitalu. Świetny specjalista, z fantastycznym podejściem do dzieci. Niestety jednak w punkcie, w którym przyjmuje, na tą chwilę nie ma sprzętu dostosowanego do tak maleńkiego pacjenta. Chodzi mianowicie o sprzęt mobilny. Gdyby Oskar zechciał przyłożyć oko do stacjonarnego sprzętu, aby lekarz mógł sprawdzić poziom astygmatyzmu, nie byłoby problemu. Tymczasem jedynym wyjściem było zakropienie/posmarowanie oczu atropiną i przytrzymanie dziecka tak, by lekarz mógł sprawdzić wadę sprzętem mobilnym, którego u mojej ulubionej okulistki brakowało.
Zostaliśmy więc odesłani do innej lekarki, która zresztą przyjmuje na NFZ, ale równie świetnie zna się na okulistyce. Pierwsze badanie, wykonane nieco na siłę, kiedy to próbowaliśmy (Mąż i ja) przytrzymać Oskara, aby lekarz mógł „kliknąć” sprzętem wiązkę światła w źrenicę Oskiego i zmierzyć stopień wady, wykazało, że rzeczywiście jakaś wada jest. Ale aby dobrać odpowiednie okulary, potrzebne jest dokładne badanie. A zatem zmuszeni byliśmy podać synkowi atropinę.
Atropina ma na celu rozluźnienie mięśnia odpowiadającego za otwieranie i zamykanie źrenicy, dzięki czemu źrenica jest cały czas otwarta i jest możliwe zajrzenie wgłąb oka. Fakt ten jednak jednocześnie wskazuje, że badanie to powinno być wykonywane późną jesienią i zimą, kiedy natężenie zewnętrznego światła nie jest wysokie, a dzień jest w miarę krótki – chodzi tu o komfort dziecka. Atropina bowiem może działać przez kilka do kilkunastu dni.
Podaje się ją w kroplach lub w maści. Przygotowywana jest w warunkach sterylnych niektórych aptek (trzeba wcześniej dowiedzieć się, która apteka w pobliżu robi leki oczne) na zlecenie receptowe lekarza. Nie może być przechowywana zbyt długo przez wzgląd na namnażające się w niej bakterie, dlatego powinna być zrobiona na dzień przez pierwszym podaniem leku do oka. Jeśli podaż ma trwać 3 dni (czasem zlecane jest podawanie przez 5 dni), odebrać lek należy 4 dni przed badaniem lekarskim.
Sama podaż leku też musi odbywać się w warunkach jak najczystszych. Miałam do dyspozycji mikroskopijną dawkę maści. Musiałam wyszukać spośród łyżeczek do herbaty taką, która miała wąską i zaokrągloną końcówkę, wyparzyć ją we wrzątku i dopiero wtedy nabrać na nią odrobinę maści, po czym posmarować wewnętrzną dolną powiekę Oskara, jedną i drugą. Oski nie przepadał za tym, ale nie histeryzował, więc spokojnie dawałam sobie radę bez niczyjej pomocy.
Samo badanie wywołało w nim więcej stresów, choć nie wiem doprawdy, dlaczego. W tym przypadku ja trzymałam Oskara między nogami i za klatkę, mój Mąż natomiast przytrzymywał głowę synka, aby ten ruszał się jak najmniej. Zaletą atropiny jest to, że przy nawet największym spięciu dziecka mięśnie oka nie napinają się, co przy badaniu bez atropiny może zakłamać wynik (na niekorzyść).
Badanie potwierdziło nadwzroczność (która do końca 3 roku życia jest fizjologiczna i powinna sama „zejść”), ale także astygmatyzm. Dość znaczny, dlatego właśnie okulistka przepisała Oskarowi receptę na okulary. Nie były tanie, ale nie można wymagać niskiej ceny od okularów, które rzucone, zdeptane nie zniszczą się. A to właśnie się z nimi dzieje, kiedy Oski nie ma ochoty ich dłużej nosić.
Nie było łatwo przekonać go, że dla własnego dobra musi je nosić, dziś, kiedy ma już prawie trzy lata, sam przekazuje je nam do wyczyszczenia i sam się ich domaga. Różnica w widzeniu świata zapewne jest. Jesienią wykonane zostanie ponowne badanie przy pomocy atropiny i dowiemy się, na jakim etapie jest naprawianie wzroku malucha.
Apel do wszystkich rodziców, którzy noszą okulary:
Nawet jeśli Wasze dziecko nie wykazuje oznak wady wzroku, sam fakt, że Wy ją macie, sugeruje, że Wasze dziecko znajduje się w grupie ryzyka i powinno być skontrolowane przez okulistę. Dzieci, które zaczną nosić okularki przed ukończeniem 3 roku życia, mają duże szanse na to, aby zmniejszyć istniejącą wadę, czasem nawet ją zlikwidować. Dlaczego nie dać im takiej szansy? Nie dajcie się zwieść lekarzom, którzy powiedzą Wam, że takim maluszkom wady wzroku zmierzyć nie można. Można, a czasem wręcz trzeba. Szukajcie innych lekarzy. Jeśli ktoś jest z Wrocławia lub okolic, mogę podać namiar na punkt, do którego chodzimy my.
Reklamy

Podziel się opinią - każde słowo ma swoją wartość :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s