7 prostych metod, jak udoskonalić Happy Planner

happy planner, organizer, kalendarz, organizacja
Ktoś może zapytać – to Happy Planner można jeszcze udoskonalić? Od lat szukam swojego idealnego planera i Happy Planner jest najbliższy temu, czego oczekuję od kalendarza. Brakuje mi jednak kilku elementów, które ułatwiają mi funkcjonowanie lub po prostu są pewną wytyczną w życiu. Stąd pomysły na udoskonalenie go. W 2015 roku korzystałam z Multiplanera. Jest on o tyle dobry, że miałam mnóstwo miejsca na notatki, zapiski i zorganizowanie spraw dzięki etykietom. Stałam się bardzo skuteczna podczas korzystania z niego. Jego wadą jednak jest zbyt mały obszar harmonogramu godzinnego. W którymś momencie przestałam wpisywać tam sprawy umówione na konkretną godzinę, a zaczęłam wykorzystywać ten obszar na listę to-do. Dodatkowo, w tej części kalendarzowej czas kończył się (w przypadku mojego planera) na godzinie 16:00, tymczasem mój dzień trwał zwykle do 22:00, a czasem dłużej. Multiplaner jest idealny, jeśli prowadzi się go tylko pod kątem pracy zawodowej, nie do końca sprawdził się zatem w moim przypadku – mamy będącej na urlopie wychowawczym, dla której dzień pracy nie trwa od 8 do 16, ale wręcz całą dobę.

I któregoś dnia zobaczyłam na tablicy facebookowej coś na temat Happy Plannera. Zaczęłam zgłębiać temat, aż w końcu zdecydowałam się na niego, bo ma on niemal wszystko, czego potrzebuję od plannera. Kilku elementów mi brakowało, ale jak zaznaczyła Klaudia, twórczyni planera, jest on już tak gruby, że w tym roku trzeba go było odchudzić.
Jako że jestem zdecydowanie osobą kreatywną, jeszcze tego samego dnia, kiedy Happy Planner znalazł się w moich dłoniach, zaczęłam dodawać mu te elementy, których mi brakowało. Niektórzy mogli zobaczyć może pomysły już na fb, tutaj nieco szerzej je omówię. Nie jest to zapewne koniec przeróbek, bo dla użytkowników Happy Plannera dostępny będzie kurs mówiący m. in. o tym, jak można udoskonalać nasze planery, jestem więc przekonana, że nie jeden pomysł znajdzie zastosowanie i u mnie w plannerze.
Zapraszam Was więc na podróż po moim udoskonalonym Happy Plannerze 🙂 Co takiego zrobiłam?
1. MATOWA TAŚMA PRZEZROCZYSTA
 
Niestety, kiedy noszę przy sobie kalendarze każdego dnia w torebce, wkładam do niej różne przedmioty, czasem mogące uszkodzić okładki, jak chociażby portfel z metalowym zapięciem w jednym miejscu, albo klucze, często pod koniec roku mój kalendarz wygląda mało atrakcyjnie i nie mam już ochoty z niego korzystać. Taśma ochroni okładkę i będę mogła cieszyć się planerem cały rok.

2. KARTECZKI SAMOPRZYLEPNE

Nieodłączny element moich kalendarzy, organizerów, planerów i notesów. Wklejam je zawsze na wewnętrznej stronie okładki i pierwszej stronie tych planerów, aby mieć je zawsze pod ręką. Są mi niezbędne, kiedy chcę zanotować coś, co nie do końca jest pewne i nie chciałabym kreślić w kalendarzu, a także, kiedy adnotacja wpisanej już sprawy wymaga szerszej informacji. Służą mi często jako lista zakupów i na wiele innych sposobów. Z chęcią się dowiem, do czego Wy stosujecie takie karteczki. 🙂

3. KIESZONKI

Często w ciągu całego roku użytkowania planera pojawiają się dodatkowe kartki, które najlepiej nosić przy sobie. I do tego dotąd służyły mi takie kieszonki [przez ostatnie lata miałam je w każdym kalendarzu od producenta, dlatego nieco zdumiało mnie, że w Happy Plannerze ich nie zastałam :); ale od czego mam głowę i dłonie? ;)]. Takie kieszonki służą mi także do trzymania w nich kolorowych zakładek indeksujących, które czasem wykorzystuję, kiedy chcę zaznaczyć odpowiednią stronę. W Happy Plannerze zrobiłam sobie dwie kieszonki. Pierwsza na samym początku ze zwykłego połączenia dwóch stron, które przeczytałam i które więcej nie będą mi do niczego potrzebne. Druga kieszonka została doklejona do wewnętrznej strony tylnej okładki i wygląda jak standardowe w kalendarzach. Także okleiłam ją matową taśmą, dla ochrony.

4.  MISJA ŻYCIOWA, PLAN 10-LETNI, ROCZNY

Tak, wiem, że przecież jest plan na 2016 rok, ale tu chodzi o to, gdzie chcę być ostatniego grudnia 2016 roku, a także gdzie chcę być za 5 lat (tak, tak, wiem, że na mapie celów jest okienko z miejscem do wpisania, gdzie będę za 3 lata). Taki dziesięcioletni, a na jego postawie pięcioletni, plan zawsze pomagał mi w osiąganiu celów. Dokładnie wiedziałam, czego chcę i w którą stronę zmierzam. Pod koniec roku zawsze weryfikuję mój plan dziesięcioletni, bo często jest tak, że coś nowego się pojawia, a coś innego znika, ponieważ w toku przygotowań do tego czegoś stwierdziłam, że jednak tego nie chcę, albo zwyczajnie już zdążyło się spełnić (np. dzięki mojej Mapie Marzeń i Celów, do stworzenia której mocno Was zachęcam – tutaj możecie o niej poczytać). W ciągu roku skupiam się na planie rocznym i zaplanowanych na rok zadaniach i w tym właśnie Happy Planner idealnie się sprawdzi.

Misja życiowa natomiast to taki drogowskaz, jak chcę żyć, jakimi wartościami się kierować, co jest dla mnie w życiu najważniejsze. To taki kompas życiowy. O misji życiowej napiszę też post, więc zapraszam Was serdecznie do śledzenia mojego bloga.

5.  ETYKIETY

Ponieważ niektóre strony mają dla mnie ogromne znaczenie i chcę do nich dotrzeć jak najszybciej, zawsze, w każdym kalendarzu (poza Multiplanerem, bo miał swoje etykiety, które akurat fantastycznie się sprawdziły) przyklejam kilka takich sztywnych zakładek indeksujących, w różnych kolorach, które kojarzą mi się stricte z konkretną sprawą (np. czerwone lub różowe to moje osobiste rzeczy, niebieskie – w przypadku Happy Plannera, to urodziny mojego syna [tam, gdzie jest kartka z organizacją imprezy], zielone to urlopy i wyjazdy, a żółte – jakieś organizacyjne sprawy, tutaj – oznaczone miejsce z treningiem nowych nawyków). Wszystko po to, żeby szybciutko trafić do tych najważniejszych miejsc w Happy Plannerze. Etykiety zostały oczywiście odpowiednio podpisane.

6. NOTES

Brakuje mi go, jak wielu osobom, ale nie było dla mnie problemem zrobienie sobie własnego 😉 Po szkoleniu z rozwoju (znacie Akademię Skutecznego Działania Iwony Majewskiej Opiełki?) został mi notes, który otrzymałam w paczuszce szkoleniowej. Idealnie się sprawdzi w moim Happy Plannerze, bo będzie mi przypominał o nieustannym rozwoju i pracy nad sobą. Przykleiłam go do ostatniej strony planera. Nie jest zbyt gruby, żeby Happy Planner nie rozkleił mi się 😉


7. INFORMACJE DOTYCZĄCE DANEGO MIESIĄCA

Każdy mój miesiąc jest inny. Głównie za sprawą naszego Projektu (tutaj możecie zapoznać się ze szczegółami), który realizuję z synem od jego dziesiątego miesiąca życia. Każdy miesiąc to inny temat rozwojowy. Dzięki temu, że Happy Planner na początku każdego miesiąca ma ogólny plan miesięczny, mogę wpisać sobie tam wszystkie potrzebne mi informacje dotyczące organizacji danego miesiąca. I tam właśnie wpisałam tematy trzeciej edycji naszego projektu, która zaczęła się w styczniu, oraz kilka pomysłów realizacji, które przyszły mi do głowy.

W planie miesięcznym zapisuję też ważne dla mnie daty. Rozwiązuje mi to problem osobnej kartki z miejscem na urodziny czy inne święta (rocznice, imprezy), z którego i tak bym nie korzystała, bo wolę widzieć, gdzie dany ważny dzień znajduje się w planie miesiąca (jestem wzrokowcem 😉 ).

Jeśli chodzi o organizację, każdy mój dzień tygodnia zajęty jest przez jeden ważny dział, którym nie zajmuję się w inne dni. Podpisałam je na górze, przy nazwach dni. Przypisane działy ewoluują i tak na początku tego roku poniedziałki to był mój dzień biznesowy i wtedy załatwiałam wszystkie tego typu sprawy. Wtorek i środę przeznaczałam na fotografię, którą się obecnie zajmuję (czym dokładnie, możecie poczytać tutaj). W tych dniach nie zajmowałam się już sprawami biznesowymi, tylko czysto artystycznymi – obróbką zdjęć, które miałam przekazać Klientom, szkoleniem się, itd. Czwartek i piątek przeznaczałam na pisanie. Jestem w trakcie pisania kilku pozycji – dwóch poradników dla mam (o jednej już wiecie, to Mama w Harmonii; drugiej mam zarys i będzie nosić tytuł „Mama w Harmonii ostrzy piłę”) i jednej książki obyczajowo-psychologicznej („Dom nad rzeką”) i potrzebuję na to czasu. Dlatego pojawiły się w planie tygodnia.

Soboty to był czas rodzinny. Mój Mąż ma wolne od pracy, więc ja też się nią nie zajmuję. Zwykle spędzamy ten dzień poza domem. Niedziela natomiast to mój czas tylko dla mnie, a mój Mąż spędza go z synkiem. Ponieważ te wypisane sprawy biznesowe są tylko dodatkiem do mojego dnia (jak zaznaczyłam, jestem na urlopie wychowawczym od mojej etatowej pracy), priorytetem jest zatem Oskar i zadbanie o dom. Na książki i fotografię mogę przeznaczyć czas, kiedy wieczorem syn śpi, albo w ciągu dnia mam pół godziny, gdy bawi się sam. W niedzielę przez to mogę zająć się już tylko sobą. Zwykle wtedy właśnie nadrabiałam pisanie lub obróbkę, albo zajmowałam się naglącymi sprawami.

W ostatnim czasie mój plan tygodnia się zmienił. Dużo więcej w nim czasu dla mnie samej. Zaniedbałam się trochę tuż przed długim majowym weekendem i przez kilka dni ogromne zmęczenie dawało o sobie znać. Przepracowana, przemęczona ledwo widziałam na oczy, zasypiałam razem z synem podczas usypiania go. Postanowiłam dać sobie dwa dni odpoczynku, skończyło się na tym, że przymusowo odpoczywałam prawie tydzień, bo nie miałam siły zabrać się na nowo do pracy. I dlatego od dziś mój plan tygodniowy wygląda inaczej:

PN – DZIEŃ DLA INTELEKTU (wszystkie sprawy wymagające myślenia: pisanie książki, bloga, zajmowanie się newsletterami, itd)

WT – DZIEŃ DLA DUSZY (nie pracuję, skupiam się na dostarczaniu sobie pożywki dla mojej duszy; grzebię sobie w ziemi, siedzę na tarasie i słucham ptaków, medytuję, czytam, słucham muzyki…)

ŚR – DZIEŃ DLA DOMU (zajmuję się tymi elementami w domu, które nie wymagają ode mnie codziennej pracy; ale też udoskonalam w domu to, co tego wymaga)

CZW – DZIEŃ DLA BIZNESU (kontakty biznesowe, plany biznesowe, wysyłanie newletterów, itd)

PT – DZIEŃ DLA CIAŁA (dodatkowa gimnastyka, maseczki i inne przyjemności, i inne tego typu sprawy)

SB – DZIEŃ DLA EMOCJI (rodzina, wyjazdy, spotkania w szerszym gronie /często widujemy się w soboty ze znajomymi/, to, co ładuje mój obszar emocjonalny)

NDZ – DZIEŃ DLA HARMONII (nie pracuję; jeszcze niedawno nadrabiałam zaległości, teraz chcę odpoczywać i zaczęłam od wczoraj :); to ma być dzień dla doładowania baterii, a nie kolejnego wyczerpywania)

To tyle, jeśli chodzi o moje przeróbki i udoskonalenia. Jeśli Wy macie inne sposoby na usprawnienie Happy Plannera, podzielcie się proszę w komentarzu, albo podeślijcie linka do wpisu, w którym to umieściłyście 🙂

Tymczasem pozdrawiam Was serdecznie!

Reklamy

One thought on “7 prostych metod, jak udoskonalić Happy Planner

Podziel się opinią - każde słowo ma swoją wartość :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s